Coraz więcej Polaków wpada w drugi próg podatkowy. Problemem nie są wyłącznie wyższe zarobki
- Jerzy Bucki
- 26 cze
- 4 minut(y) czytania
W ostatnich latach coraz więcej pracowników, specjalistów i przedsiębiorców rozliczających się według skali podatkowej przekracza granicę drugiego progu podatkowego. W powszechnej opinii jest to oznaka wysokich dochodów i rosnącego dobrobytu. W rzeczywistości przyczyną tego zjawiska jest w dużej mierze brak dostosowywania systemu podatkowego do wzrostu wynagrodzeń i inflacji.
Zamrożona kwota wolna od podatku
Jednym z najważniejszych elementów systemu podatkowego jest kwota wolna od podatku. Od 2022 roku wynosi ona 30 000 zł. W momencie jej wprowadzenia była istotnym odciążeniem dla osób o niższych dochodach. Problem polega jednak na tym, że od tego czasu pozostaje niezmieniona, mimo wysokiej inflacji i systematycznego wzrostu przeciętnych wynagrodzeń.
Realna wartość 30 000 zł z roku na rok maleje. Oznacza to, że coraz większa część dochodów obywateli podlega opodatkowaniu, mimo że ich siła nabywcza nie wzrosła w takim samym stopniu. W praktyce państwo pobiera podatek od coraz większej części dochodu wyłącznie dlatego, że nie aktualizuje parametrów systemu podatkowego.

Drugi próg podatkowy obejmuje coraz większą grupę podatników
Jeszcze kilkanaście lat temu przekroczenie drugiego progu podatkowego było zarezerwowane dla osób osiągających zdecydowanie ponadprzeciętne dochody. Dziś granica 120 000 zł rocznego dochodu jest osiągalna dla wielu specjalistów, inżynierów, lekarzy, informatyków czy doświadczonych pracowników sektora prywatnego.
Co więcej, przekroczenie tej granicy nie musi oznaczać znaczącego wzrostu poziomu życia. Wysoka inflacja, rosnące ceny mieszkań, energii, żywności czy usług sprawiają, że realna siła nabywcza takich dochodów jest znacznie niższa niż jeszcze kilka lat temu.
W efekcie osoby, które w ujęciu realnym nie stały się zamożniejsze, zaczynają płacić wyższą stawkę podatku od części swoich dochodów.
Zjawisko pełzającej progresji podatkowej
Ekonomiści określają to zjawisko mianem pełzającej progresji podatkowej (ang. bracket creep).
Polega ono na tym, że wynagrodzenia rosną głównie w odpowiedzi na inflację i wzrost kosztów życia, natomiast progi podatkowe pozostają niezmienione. W rezultacie podatnicy wpadają do wyższych stawek podatkowych nie dlatego, że realnie się wzbogacili, lecz dlatego, że nominalnie zarabiają więcej.
To mechanizm praktycznie niewidoczny dla większości obywateli, ale bardzo korzystny dla budżetu państwa. Wpływy z podatku dochodowego rosną automatycznie, bez konieczności podnoszenia ustawowych stawek podatkowych.
Inflacja działa również na korzyść fiskusa
Inflacja powoduje wzrost płac, jednak wzrost ten często jedynie rekompensuje wyższe koszty życia. Jeżeli jednocześnie nie są waloryzowane:
kwota wolna od podatku,
progi podatkowe,
niektóre ulgi i limity,
to realne obciążenia podatkowe rosną.
Oznacza to, że państwo pobiera większą część dochodu obywateli mimo braku rzeczywistego wzrostu ich zamożności. W praktyce jest to forma pośredniej podwyżki podatków.

Rosną również inne limity
Podobny problem dotyczy wielu innych parametrów systemu podatkowego i świadczeń społecznych. Część limitów pozostaje niezmienna przez wiele lat, mimo że wynagrodzenia oraz ceny systematycznie rosną.
Powoduje to, że coraz większa liczba osób traci prawo do różnych preferencji podatkowych lub świadczeń, mimo że ich sytuacja ekonomiczna wcale nie uległa znaczącej poprawie.
Coraz więcej osób odczuwa skutki drugiego progu
Dla wielu podatników wejście do drugiego progu oznacza nie tylko wyższą stawkę podatku od części dochodów. Pojawia się również psychologiczne przekonanie, że zostali zakwalifikowani do grupy osób "dobrze zarabiających", choć w praktyce ich miesięczny budżet domowy wciąż jest mocno obciążony kosztami kredytów, edukacji dzieci czy rosnącymi rachunkami.
W dużych miastach dochód przekraczający próg 120 000 zł rocznie często nie oznacza luksusowego poziomu życia, lecz jedynie możliwość utrzymania dotychczasowego standardu.
Jak wygląda to w innych krajach?
W wielu państwach europejskich progi podatkowe oraz kwoty wolne są regularnie indeksowane o wskaźnik inflacji lub wzrost przeciętnego wynagrodzenia. Dzięki temu podatnicy nie wpadają automatycznie do wyższych stawek podatkowych wyłącznie z powodu wzrostu cen.
Takie rozwiązanie zwiększa przejrzystość systemu i ogranicza ukryte podwyższanie obciążeń fiskalnych.
Czy potrzebna jest automatyczna waloryzacja?
Coraz częściej eksperci wskazują, że rozwiązaniem mogłoby być ustawowe powiązanie:
kwoty wolnej od podatku,
progów podatkowych,
limitów ulg podatkowych
ze wskaźnikiem inflacji lub przeciętnym wynagrodzeniem publikowanym przez GUS.
Pozwoliłoby to zachować realną wartość tych parametrów i ograniczyłoby zjawisko pełzającej progresji podatkowej.
Paradoks systemu podatkowego – coraz więcej osób może skorzystać z IKZE
Rosnąca liczba podatników przekraczających drugi próg podatkowy ma jednak również pewną pozytywną konsekwencję. Coraz więcej osób uzyskuje bowiem możliwość osiągnięcia większych korzyści podatkowych dzięki wpłatom na Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE).
Wpłaty na IKZE można odliczyć od podstawy opodatkowania. Oznacza to, że osoba rozliczająca część swoich dochodów według 32-procentowej stawki podatku uzyskuje wyższą bieżącą oszczędność podatkową niż podatnik pozostający wyłącznie w pierwszym progu.
Jeszcze kilka lat temu możliwość pełnego wykorzystania tej preferencji dotyczyła stosunkowo niewielkiej grupy najlepiej zarabiających Polaków. Dziś, wskutek wzrostu wynagrodzeń oraz braku waloryzacji progów podatkowych, grono potencjalnych beneficjentów systematycznie się powiększa. Oznacza to, że IKZE staje się rozwiązaniem atrakcyjnym nie tylko dla osób bardzo zamożnych, lecz również dla wielu przedstawicieli klasy średniej.
W praktyce oznacza to, że mechanizm, który powoduje wzrost obciążeń podatkowych, jednocześnie zwiększa opłacalność korzystania z legalnych instrumentów pozwalających te obciążenia ograniczyć. IKZE pozostaje jednym z nielicznych rozwiązań, które umożliwia jednoczesne budowanie kapitału emerytalnego i uzyskanie bieżącej ulgi podatkowej.
Z tego względu osoby zbliżające się do granicy drugiego progu podatkowego lub już ją przekraczające powinny przeanalizować możliwość regularnych wpłat na IKZE. Dla wielu podatników może to oznaczać nie tylko budowanie dodatkowych oszczędności na przyszłość, ale również realne zmniejszenie podatku należnego za dany rok.
Podsumowanie
Rosnąca liczba osób wpadających w drugi próg podatkowy nie wynika wyłącznie z bogacenia się społeczeństwa. W dużej mierze jest efektem wieloletniego utrzymywania na niezmienionym poziomie kwoty wolnej od podatku, progów podatkowych oraz innych limitów obowiązujących w systemie podatkowym.
W warunkach wysokiej inflacji i wzrostu wynagrodzeń brak ich regularnej waloryzacji prowadzi do stopniowego zwiększania rzeczywistych obciążeń podatkowych. Mechanizm ten działa niemal niezauważalnie, jednak z roku na rok obejmuje coraz większą grupę podatników. Dlatego dyskusja o wysokości podatków nie powinna dotyczyć wyłącznie stawek PIT, ale również tego, czy parametry całego systemu są dostosowywane do zmieniających się realiów gospodarczych.



Komentarze